środa, 22 maja 2013

277. Zbyszek Bartman o sobie i swoim tatuażu. Mecz Polska - Serbia za 2 dni


Zbyszek Bartman - ambasador marki Okocim opowiada o genezie powstania tatuażu znajdującego się na jego bicepsie i przesłaniu, jakie ze sobą niesie.



W piątek i w sobotę Reprezentacja Polski zmierzy się w meczach z Serbią. Jestem ciekawa w jakiej formie będą nasi ulubieńcy. Serbowie przyjadą do Polski niestety bez Atanasijevicia :(


Bordowe vansy ? Polecacie ?

Zwycięzcą nie zawsze jest ten najlepszy, który zdobywa główną nagrodę. Zwycięzcą może być człowiek, który próbuje coś zmienić w sobie, swoim życiu i podejściu do otaczającego świata, pomimo wszelkich trudności. Człowiek, który robi pojedyncze, powolne kroki, przekraczając własne lęki i ograniczenia, podczas gdy inni bez trudu biegną.

poniedziałek, 20 maja 2013

276. Nic się nie dzieje... nanana



Ostatnio coraz rzadziej tu jestem, bo nie mam ochoty i czasu. Zrobiło się ciepło, zbliża się koniec roku, zalezy mi na ocenach z niektórych przedmiotów, które kończą się po pierwszej klasie liceum. Więc bardzo przepraszam. W świecie siatkówki też nic za bardzo się nie dzieje. Chodziły słuchy o Savannim, Andersonie w Resovii, ale to tylko plotki. Natomiast kontrakt przedłuzył Andrzej Kowal, na szczęście na 2 lata. Z tego powodu się bardzo cieszę. Ze spokojem czekamy na rozpoczęcie się sezonu reprezentacyjnego. Z każdym dniem bliżej do meczów.

Możecie mnie znaleźć na TWITTERZE

Mam jeszcze pytanko, podobają się Wam nowe nabytki Resovii ?


Za niedługo jadę do Rzeszowa kupić koszulkę.

piątek, 10 maja 2013

275. Dzisiaj skończyłby 32 lata..


Arkadiusz Gołaś (1981 – 2005)

Arek Gołaś. Można by rzec „człowiek – legenda”. Uwielbiany przez wszystkich, sam również darzył każdego szacunkiem. Jego śmierć wstrząsnęła całą Polską. Była to zresztą śmierć z tych, które bolą najbardziej. Bo przedwczesna, bo zbyt nagła, bo najkrócej mówiąc: niesprawiedliwa.

Arkadiusz Gołaś urodził się 10 maja 1981 roku w Przasnyszu. Swoją drogą moim rodzinnym mieście. Z tym Przasnyszem to zresztą był przypadek, gdyż rodzice Arka przebywali w Płoniawach na odpuście, kiedy siatkarz „zdecydował”, że warto by się urodzić. Szpital w Makowie Mazowieckim był w remoncie, w związku z tym „padło” na Przasnysz. I chociaż Arka z tym miastem łączy tylko to, nie ukrywam, że jestem z tego faktu ogromnie dumna.
Każde wakacje spędzał w Płoniawach u dziadków. Podczas jednych z nich, w wieku pięciu lat, miał poważny wypadek – spadł z wysokości na beton, uderzając głową, w wyniku czego doznał wstrząsu mózgu oraz pęknięcia czaszki. Dodatkowo od urodzenia chłopak cierpiał na płaskostopie, które powoduje znacznie mniejszą skoczność. To wszystko definitywnie przekreślało jego bycie sportowcem w przyszłości. A jednak…
Pierwsze siatkarskie kroki Arek stawiał w Szkole Podstawowej nr 7 im. Janusza Kusocińskiego, w rodzinnej Ostrołęce, pod okiem Renisława Dmochowskiego. Trener uważał jednak, że w Ostrołęce ciężko będzie zapewnić Arkowi odpowiednie warunki do grania, w związku z tym, skontaktował się zKrzysztofem Felczakiem w celu przeniesienia chłopaka do MOS Wola Warszawa. Stało się to w 1996 roku, piętnastoletni wówczas Arek opuścił rodzinne miasto i przeniósł się do Warszawy, gdzie kształcił się we wspomnianym MOSie. Pierwszy sukces przyszedł już dwa lata później, w 1998 roku, kiedy MOS Wola Warszawa zdobył Wicemistrzostwo Polski kadetów. Rok później zdobył brązowy medal Mistrzostw Świata kadetów oraz srebrny medal Mistrzostw Polski juniorów, natomiast w 2000 roku Mistrzostwo Polski juniorów. Rok 2000 był przełomowy również z innego powodu. Mianowicie Arkiem zainteresowała się drużyna PLS – AZS Częstochowa. W związku z tym od sezonu 2000/2001 zaczął on reprezentować barwy częstochowskich „Akademików”, co również owocowało sukcesami: trzykrotnym tytułem Wicemistrza Polski (2001, 2002, 2003), brązowym medalem Mistrzostw Polski (2004) oraz trzecim miejscem w turnieju Top Teams Cup (2002). Ponadto Arek osiągnął dzięki grze w AZS Częstochowa dodatkowy sukces: został dostrzeżony przez Ryszarda Boska, ówczesnego selekcjonera naszej reprezentacji i w 2001 roku otrzymał do niej powołanie. Później taką szansę otrzymał od Stanisława Gościniaka oraz Raula Lozano. I zdecydowanie ją wykorzystał. Wyrastał na ewidentnego lidera. Nazwany przez Zdzisława Ambroziaka siatkarzem o „atomowej zagrywce” i „stratosferycznym zasięgu” (362 cm w ataku!). W sezonie 2004/2005 reprezentował Polskę na włoskich parkietach, w klubie Sempre Volley Padwa. W czerwcu 2005 roku podpisał trzyletni kontrakt z Lube Banca Macerata. W międzyczasie menedżerem Arka został Ryszard Bosek.
21 lipca 2005 roku w kościele pw. Świętego Maksymiliana Kolbego w Częstochowie Arek stanął na ślubnym kobiercu ze swoją wieloletnią partnerką, Agnieszką Dziewońską. Początkowo miała to być data16 lipca, jednak ze względu na rozgrywany w Rzeszowie turniej kwalifikacyjny na przyszłoroczneMistrzostwa Świata, państwo młodzi zdecydowali o przeniesieniu terminu. Świadkami na ślubie byli ich najlepsi przyjaciele: Krzysztof Ignaczak oraz Magdalena Szymańska, żona Grzegorza Szymańskiego. Po weselu świeżo upieczeni małżonkowie wraz z Krzysztofem, Iwoną i Sebastiankiem Ignaczak wyjechali na weekend do Wisły. Gołaś pytany o podróż poślubną żartował, że na to przyjdzie czas po wrześniowych Mistrzostwach Europy, a dodatkowym warunkiem będzie powrót reprezentacji z medalem.
Młodzi państwo Gołaś wyjechali 15 września 2005 roku do Włoch realizować swoje plany i marzenia. Jak wiemy – nie dojechali. 16 września około godziny 7:10 na austriackiej autostradzie A2 w Griffen pod Klagenfurtem samochód prowadzony przez Agnieszkę z nieznanych przyczyn zjechał na prawą stronę uderzając w betonową ścianę. Arek zginął na miejscu, jego żona trafiła do szpitala w Klagenfurcie. Tego pamiętnego dnia cała siatkarska Polska pogrążyła się w żałobie. Nikt nie potrafił zrozumieć, dlaczego zdarzyła się taka tragedia. 20 września w Częstochowie odbyła się msza ku czci Arka. Obecny na niej Andrzej Gołaszewski, wiceprezes PZPS, zakończył swoje przemówienie słowami:
„Wszyscy sobie zadajemy pytanie, dlaczego właśnie teraz Arek musiał odejść? Widocznie Najwyższy Trener potrzebował go w niebiańskiej reprezentacji, gdzie będzie grać razem z takimi siatkarzami jak Hubert Wagner, Zdzisław Ambroziak, Aleksander Skiba”.
Dwa dni później, 22 września, w rodzinnej Ostrołęce miał miejsce pogrzeb tego wybitnego siatkarza. W obu miastach żegnały go tłumy. Pięknym, a jednocześnie jakże wzruszającym gestem była trumna niesiona przez przyjaciół, tych z boiska oraz z życia prywatnego: Krzysztofa IgnaczakaPiotra Gacka,Grzegorza KokocińskiegoŁukasza ŻygadłoPiotra Gruszkę oraz Grzegorza Szymańskiego. Koszulka reprezentacyjna z numerem „16” spoczęła razem z Arkiem w grobie. Fantastycznie zachowali się również kibice, którzy w „najważniejszych” momentach uroczystości skandowali „Arek Gołaś, Arek Gołaś!”, jak to miało miejsce podczas kibicowania na meczach.
Koszulka z numerem „16”… Po śmierci Arka zarówno wszyscy reprezentanci Polski w siatkówce mężczyzn, jak i PZPS jednogłośnie podjęli decyzję o zastrzeżeniu tego numeru. Jednak FIVB oraz jej szef,Ruben Acosta, nie wyrazili na to zgody, tłumacząc się przepisami. Postanowiono więc, że słynną „szesnastkę” na koszulce otrzyma najlepszy przyjaciel Arka zarówno z boiska, jak i z życia prywatnego, Krzysztof Ignaczak. Który zresztą z numerem tym gra do dziś i w rozgrywkach ligowych, i reprezentacyjnych.
Na przełomie listopada i grudnia 2006 roku reprezentacja mężczyzn wywalczyła srebrny medal naMistrzostwach Świata. Właśnie tych, przez kwalifikacje do których został przełożony ślub Gołasiów, gdyż Arek walczył wtedy na rzeszowskich parkietach o awans na nie. I chociaż Arka nie było już „ciałem” podczas turnieju, wspomniany srebrny medal został mu zadedykowany, a siatkarze wyszli na podium w koszulkach z „16”Raul Lozano w swojej autobiografii tak wspominał to wydarzenie:
„(…) nigdy nie czułem takich emocji jak wówczas, gdy stanęliśmy na podium i ściągnęliśmy dresy, wszyscy mieliśmy koszulkę z numerem 16. To nasz hołd złożony najlepszemu z nas wszystkich, Arkowi Gołasiowi, człowiekowi, którego nie zapomnimy.”
Dodatkowo 6 grudnia 2006 roku Arek został pośmiertnie uhonorowany przez ówczesnego prezydenta Polski, Lecha Kaczyńskiego, Złotym Krzyżem Zasługi za „wybitne osiągnięcia sportowe”. Warto również wspomnieć, iż w Ostrołęce powstała hala widowiskowo – sportowa nazwana jego imieniem, w której rokrocznie od 2006 roku odbywa się Memoriał Arkadiusza Gołasia.
Arek był niesamowicie skromnym człowiekiem. Potwierdzeniem zdają się być według mnie słowa, gdy w jednym z wywiadów zagadnięty przez dziennikarza: „Kadra Lozano, Macerata, ślub… Panie Arku, to chyba dla pana dobry rok?”, z nieukrywanym zawstydzeniem odpowiedział „Dobry. Tylko jeszcze blok trzeba poprawić…” Uwielbiany przez tłumy, gotowe pójść za nim na koniec świata. Ową sympatię kibiców zyskał sobie, oczywiście poza umiejętnościami prezentowanymi na parkietach, przede wszystkim tym, że sam był niesamowicie sympatyczny. Zawsze cierpliwie rozdawał autografy, pozował do zdjęć, do autokaru wsiadał z reguły jako ostatni. Był po prostu „ludzki”. I właśnie straty takich zwyczajnych, a jednocześnie wielkich ludzi zawsze bolą nas najbardziej…

niedziela, 5 maja 2013

274. Trudny sezon Mistrza Polski


Podopieczni trenera Andrzeja Kowala mają za sobą bardzo nierówny sezon. Jednak w decydujących momentach wykazali waleczność i determinację, co sprawiło, że obronili tytuł Mistrza Polski i zakończyli sezon ze złotym medalem na szyi.
Asseco Resovia Rzeszów rozpoczęła sezon 2012/2013 z zamiarem obrony tytułu Mistrza Polski. W meczu inauguracyjnym o Superpuchar po drugiej stronie siatki stanęli podopieczni trenera Jacka Nawrockiego i pokonali rzeszowian w trzech setach. W piątej kolejce PlusLigi Delecta zaskoczyła wszystkich, wygrywając z mistrzem 3:1. Następna kolejka i następna porażka podopiecznych trenera Andrzeja Kowala. Tym razem lepszy okazał się zespół z Częstochowy i była to jedyna drużyna, która w pierwszej turze rozgrywek  zdobyła twierdzę Rzeszów. W fazie zasadniczej Resovia wygrała 12 spotkań, a w sześciu meczach lepszy był rywal. Ostatecznie Resovia uplasowała się na czwartej pozycji po tej fazie rozgrywek. Siatkarze bardzo dobrze spisywali się na swoim boisku, przegrali w Rzeszowie tylko jedno spotkanie. Gorzej szło im podczas meczów wyjazdowych. – Nie mielibyśmy takich wahań formy jeżeli klub opuściłoby najsłabsze ogniwo. Od nas odeszła bardzo ważna postać – Gyogry Grozer i musieliśmy go zastąpić. – powiedział trener Andrzej Kowal
W pierwszej rundzie play-offów oglądaliśmy mały finał PlusLigi. Po dwóch stronach siatki spotkały się drużyny z Rzeszowa i Bełchatowa. Mistrzowie Polski wygrali dwa mecze u siebie (3:1; 3:2) i pojechali po trzecie zwycięstwo dające awans do II rundy do Bełchatowa. Tam jednak natrafili na waleczny zespół. Świetne spisywał się Serb Atanasijević i bełchatowianie przedłużyli rywalizację wygrywając 3:2 i 3:1. Na ostatnie, piąte spotkanie, wszyscy czekali z zapartym tchem. Podpromie wypełniło się do ostatniego miejsca, a w powietrzu można było odczuć atmosferę siatkarskiego święta. Pierwsze dwa sety wygrali gospodarze. Wszyscy myśleli, że Skra nie będzie miała tyle determinacji i siły na wygranie tego pojedynku. Bełchatowianie pokazali jednak wielkie serce do walki i wygrali kolejne dwie partie 25:21 i 25:15. Przyszedł czas na tie-break. Bardzo długo gra toczona była punkt za punkt. Ostatecznie lepsi okazali się rzeszowianie, wygrywając piątą odsłonę 3:2 ( 25:23, 25:20, 21:15, 15:25, 15:12).ax3b1847
W półfinale Resovia trafiła na niespodziankę sezonu, Delectę Bydgoszcz, która zajęła pierwsze miejsce w tabeli po fazie zasadniczej. Pierwszy i drugi mecz odbył się w Łuczniczce. Tam gospodarze wygrali pierwsze starcie (3:2). Podopieczni Andrzeja Kowala zapowiadali walkę i słowa dotrzymali. Następnego dnia to właśnie „Pasiaki” okazały się lepsze (3:1) i w rywalizacji do trzech zwycięstw był remis 1:1. Bitwa przeniosła się na Podpromie. Tam Resovia nie pozostawiła złudzeń. Pierwsze i drugie spotkanie wygrała 3:1 i awansowała do ścisłego finału, gdzie już czekała na nią ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.
Pierwszy finałowy dwumecz został rozegrany w Kędzierzynie. Premierową odsłonę bardzo łatwo wygrali gospodarze (3:0), a mecz nie stał na wysokim poziomie. Asseco Resovia nie zamierzała odpuścić kolejnego spotkania i następnego dnia to biało-czerwoni okazali się skuteczniejsi, wygrywając 3:1. W ogólnej rywalizacji był remis 1:1, a zawody przeniosły się na Podpromie. Kibice jak zwykle nie zawiedli swoich zawodników. Hala była wypełniona po brzegi. Siatkarze nie pozostali dłużni swoim fanom i wygrali trzeci mecz 3:0. Dzień później został rozegrany czwarty pojedynek, który mógł być tym ostatnim. Tym razem to kędzierzynianie pokazali ogromne zaangażowanie i waleczność. Mimo świetnego dopingu na Podpromiu, podopieczni Daniela Castellaniego roznieśli Asseco Resovię i wygrali w trzech setach. O mistrzostwie Polski miał zadecydować piąty mecz w Kędzierzynie. ZAKSA przystąpiła do spotkania z przewagą kibiców i własnej hali. Nie zdołała jednak tego wykorzystać. Resovia była nie do pokonania. Ostatni mecz PlusLigi zakończył się wynikiem 3:1 dla Resovii. Tym samym podopieczni trenera Andrzeja Kowala zdołali obronić tytuł mistrza Polski i ponownie stanąć na najwyższym stopniu podium. – Przez pierwsze dwa sety na boisku, to nie była prawdziwa Resovia. To nie był zespół, który wcześniej przyzwyczaił do siebie kibiców. Graliśmy poprawnie w pierwszej partii, ale zabrakło tego błysku i charakteru, który zawsze okazywaliśmy na boisku. Brakowało tego, co jest naszą cechą charakterystyczną, czyli walki o każdą piłkę, sportowej złości i zacięcia. Fajnie, że po przegranym dość gładko drugim secie, stanęliśmy sobie przy linii bocznej i powiedzieliśmy: panowie, to nie jest mecz o czapkę śliwek, czy ligowy o punkty, tylko pojedynek o mistrzostwo Polski, w którym czas pokazać charakter i oddzielić chłopców od mężczyzn. Później dostaliśmy wręcz sportowego szału i udało nam się zdecydowanie wygrać. –powiedział po zakończonym meczu atakujący Zbigniew Bartman. – Można powiedzieć, że Resovia odpaliła jak diesel, bo mieliśmy słaby początek i wszyscy gdzieś tam puścili wielką falę krytyki na nas. Skończyło się jak się skończyło. Po raz kolejny zdobyliśmy tytuł Mistrza Polski, ale miejmy nadzieję, że w przyszłym roku będzie zdecydowanie lepiej i odpalimy jak benzyna, a nie jak diesel i odpalimy szybciej. Chcielibyśmy sięgnąć nie tylko po tytuł Mistrza Polski ale na pewno bić się o inne cele. Puchar Polski nam uciekł, w finale nie zagraliśmy tej siatkówki co byśmy chcieli zagrać. – dodał libero, Krzysztof Ignaczak.
Drużyna z Rzeszowa wzięła równiż udział w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Trafiła do grupy G razem z Bre Banca Lannutti Cuneo, Arago de Sete i Remat Zalau. Rzeszowianie wygrali 4 mecze, a 2 przegrali i zajęli drugie miejsce w swojej grupie. Po tej fazie przyszedł czas na play-offy. Przeciwnikiem rzeszowian okazał się dobrze znana ekipa Lube Banca Marche Macerata. Niestety, ten włoski zespół również był lepszy od mistrza Polski. Pierwszy mecz rzeszowianie przegrali 0:3 a drugi 1:3. Zabrakło walki o każdą piłkę, z czego znana jest rzeszowska drużyna. Rozgrywki Ligi Mistrzów przypadły na słaby okres gry siatkarzy i musieli się oni pożegnać z tą imprezą. – Macerata jest silniejsza od nas, oni mają wiele siatkarskich gwiazd i znakomitych atakujących jak Simone Parodi, Dick Kooy czy Ivan Zaytsev. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo grać w Italii i wygrać z Lube Banca Marche, lecz w każdym bądź razie jesteśmy zadowoleni po pierwsze dlatego, że wiemy, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, a po drugie dlatego, że tak ważni zawodnicy, jak Bartman wracają do gry po opuszczeniu kilku meczów z powodu kontuzji – powiedział trener Andrzej Kowal.
Pod koniec ubiegłego sezonu dowiedzieliśmy się, że drużynę Resovii opuści filar zespołu, rewelacyjny atakujący, Gyorgy Grozer. Zamiast niego na parkiecie pojawił się niemiecki atakujący Jochen Schöps i reprezentant Polski, Zbigniew Bartman. Do zespołu dołączyli również przyjmujący Nikola Kovacević i Rafał Buszek.
 Asseco Resovia Rzeszów to przede wszystkim drużyna. Zespół składa się z rewelacyjnych siatkarzy, którzy, mam takie wrażenie, nie wykorzystali w stu procentach potencjału jaki w sobie mają. Przyjrzyjmy się zawodnikom najczęściej wychodzącym w pierwszej „szóstce” Najjaśniejszym punktem jest, chyba, Krzysztof Ignaczak. Nieoceniony libero, reprezentant Polski, który nie ma sobie równego na tej pozycji. Za nim kolejny bardzo dobry sezon. Jest on trzonem drużyny jeżeli chodzi o motywację i zaangażowanie. Wielokrotnie widzieliśmy jak mobilizował kolegów do walki o kolejne piłki.
Równie dobrze zaprezentował się w tym sezonie niemiecki atakujący Jochen Schöps. Swoją techniką i precyzją zadziwiał blokujących, a ci bardzo często nie mieli pomysłu jak zatrzymać tego zawodnika. Trener Andrzej Kowal stawiał głównie na niego. Lekki spadek jego formy widzieliśmy tylko w ostatnich meczach z ZAKSĄ. Wtedy na boisko wchodził Zbigniew Bartman i ciągnął dalej grę. Bartman w połowie sezonu doznał naderwania mięśnia i kontuzja wykluczyła go z gry na dłuższy okres. Dwaj atakujący bardzo dobrze się uzupełniali. Jestem pewna, że wielu kibiców nadal ma w pamięci tie-breaka w meczu ze Skrą, gdy Resovia przegrywała 3:7. Na boisko wbiegł „Zibi”. Zaryzykował i kazał grać wszystkie piłki do siebie. Kończył wszystko i po wygranym spotkaniu odebrał statuetkę MVP. Nie można nie wspomnieć o środkowych Asseco, reprezentantach Polski, Piotrze Nowakowskim (zdobył 198 punktów i plasuje się na 8. miejscu wśród najlepiej punktujących środkowych) iGrzegorzu Kosoku (zdobył 168 punktów co dało mu 14. miejsce w tabeli). Dodajmy jeszcze przyjmujących:Oliega Achrema (rozegrał 104 sety i znajduje się na 9. miejscu wśród najlepiej punktujących zawodników), który został wykluczony z gry z powodu problemów z łękotką tuż przed meczami Ligi Mistrzów i Paula Lotmana (109 rozegranych setów i 22 miejsce w tabeli najlepiej punktujących zawodników). Na rozegraniu najczęściej widzieliśmy Lukasa Tichacka. Nie rozegrał on najlepszej rundy zasadniczej, jednak pod koniec sezonu poprawił swoją grę. Warto wspomnieć, że zawodnik ten zdobywa od siedmiu lat tytuł mistrza. Pięciokrotnie stanął na najwyższym podium z niemieckim VfB Friedrichshafen a teraz na koncie ma również dwa tytuły z Asseco Resovią. Tak wygląda skład na medal. José Mourinho powiedział: – Pokaż mi jaką masz ławkę rezerwowych, a powiem ci, jaki masz zespół. Wielu negowało pomysł dwóch bardzo dobrych zawodników na pozycji atakującego w jednej drużynie. Trener Andrzej Kowal jednak bardzo umiejętnie dobierał zawodników, którzy się uzupełniali i drugi raz poprowadził drużynę do mistrzostwa Polski.
Asseco Resovia Rzeszów rozegrała bardzo nierówny sezon. Jej forma falowała. Na szczęście, najlepsza dyspozycja pojawiła się w trakcie najważniejszy spotkań. Siatkarze zapowiadają walkę o kolejny złoty medal za rok. Czy im się to uda? Przekonamy się w przyszłym sezonie.

piątek, 3 maja 2013

273. "Oszukane"



Trzy lata temu historia podmienionych w szpitalu bliźniaczek poruszyła tysiące Polaków. Najbardziej szokowały słowa lekarzy, którzy ostrzegali: "Takich dzieci może być więcej". To wydarzenie stało się inspiracją dla filmu "Oszukane", który w kinach zadebiutuje 10 maja.
- Współczuję bohaterkom tytułowych "Oszukanych". W pewnym momencie całe ich kilkunastoletnie życie wydaje się być pomyłką, nieporozumieniem - mówi reżyser filmu, Marcin Solarz.
Źródło: ITI CinemaRodziców jednej z podmienionych dziewczynek zagrali Ewa Skibińska i Artur Żmijewski
Scenariusz produkcji, którą wyreżyserował, napisało życie. Przypadkowe spotkanie dwóch bardzo podobnych do siebie nastolatek zaprowadziło je do odkrycia nieprawdopodobnej pomyłki sprzed lat - podmieniono je w jednym ze szpitali i trafiły nie do swoich rodziców.
Gdy trzy lata temu media ujawniły tę historię, poruszyła ona opinię publiczną, zwłaszcza z powodu oświadczenia lekarki, że "takich dzieci może być więcej". Szokujący był też bezprecedensowy wyrok sądu - odszkodowanie w wysokości prawie 2 mln złotych.

Kim jestem, kogo kocham, kto jest dla mnie najważniejszy?

Solarz zadbał o to, by historia miała uniwersalny wymiar. Bo pokazuje, jak nieprawdopodobną siłę potrafi znaleźć w sobie człowiek, gdy los wystawia go na wielką próbę. - To historia osadzona w naszej codzienności. Opowieść o relacji między rodzicami a dziećmi, problemie realizacji swoich ambicji i marzeń, miłości i przyjaźni oraz związanej z nimi potrzebie lojalności - opowiada.
Źródło: ITI Cinema...a matkę drugiej - Katarzyna Herman
Producentka filmu, Krystyna Lasoń, dodaje: - To historia o dojrzewaniu. Każda z kobiet w tej historii musi przejść przez próbę, która pokaże, czy potrafi kochać, wybaczać. I matki, i córki buntują się wobec tego, co je spotkało, każda z nich została jakoś oszukana.
Poza tym - jak zapewnia - film stawia takie pytania, które ważne są zarówno dla bardzo młodych widzów, jak i dla całkiem dojrzałych: kim jestem, kogo kocham, kto jest dla mnie najważniejszy, co zrobię, gdy stracę tę najważniejszą na świecie osobę.

"Spojrzeć tak, jak byśmy się nigdy nie widziały"

W roli poszkodowanych rodziców zobaczymy Katarzynę Herman, Ewę Skibińską oraz Artura Żmijewskiego. Rozdzielone w szpitalu bliźniaczki zagrały autentyczne siostry - Paulina i Karolina Chapko, które mają już na koncie role w takich hitach, jak "Sala samobójców" i "Yuma".
- Gram Natalię, która wychowuje się sama z mamą. Jest poukładana, ćwiczy balet. Jej życie jednak ulega całkowitej zmianie, gdy poznaje nigdy dotąd niewidzianą siostrę bliźniaczkę. Najtrudniejszą sceną dla nas było to spotkanie. Musiałyśmy spojrzeć na siebie tak, jak byśmy się nigdy nie widziały - mówi o swej roli w "Oszukanych" Karolina Chapko.
Źródło: ITI CinemaRozdzielone w szpitalu bliźniaczki zagrały autentyczne siostry - Paulina i Karolina Chapko
- Film jest pełen konfliktów i zaskakujących zwrotów akcji, ale przede wszystkim - emocji. I to w bardzo dużym, nieraz skrajnym stopniu natężenia - ujawnia reżyser.
Premiera "Oszukanych" 10 maja. Serdecznie zapraszam!